Prywatyzacja służby zdrowia w Polsce postępuje mimo braku systemowych rozwiązań (nie istnieje ustawa, która zakładałby przekazywanie placówek medycznych w prywatne ręce). Najszybciej prywatyzacja w tym sektorze gospodarki zachodzi w szpitalach. Obecnie na ok. 820 placówek tego typu ponad 14 proc. należy do prywatnych właścicieli. Ale prywatne firmy nie tylko przejmują już istniejące szpitale, ale też tworzą (budują) własne punkty hospitalizacyjne.
Kolejne miasta zawierają umowy, na mocy których kolejne usługi medyczne świadczą prywatne gabinety, kliniki, przychodnie. Łącznie działa ich już ok. 110 tys., a wartość prywatnych usług medycznych szacuje się na 17 mld zł. To 30 proc. budżetu NFZ. Największe udziały (mniej więcej połowę) prywatne ośrodki mają w takich dziedzinach jak: porady specjalistyczne i dializy.
Skutki prywatyzacji w tym przypadku wcale nie muszą być jednokolorowe, czyli negatywne . Dla pacjentów nie ma najmniejszego znaczenia, czy dana przychodnia jest prywatna, czy publiczna. Można zaobserwować raczej wzrost zadowolenia z prywatnych usług. W prywatnych gabinetach pacjenta traktuje się jak klienta, który jeśli nie będzie zadowolony, zmieni usługodawcę, czyli klinikę.
Takie są właśnie cele prywatyzacji jako takiej - wzrost wydajności, większa efektywność, konkurencyjność. Jednak z powodów politycznych prywatyzacja w Polsce jest oceniana negatywnie i jako zło ostateczne.